lictyacja

W końcu nadejszła ta wiekopomna chwila, kiedy znaleźliśmy nasz wymarzony dom… Trwało to zaledwie jakieś 2 tygodnie, ale kosztowało mnie i młodego uszczerbek na zdrowiu w postaci poważnego przeziębienia. Zanim jednak dane nam będzie się wprowadzić do naszego nowego domu miną miesiące… Nie, nie rzuciło się Wam na wzrok – miesiące.

Cofnę się jednak o krok w całym procesie, bo muszę powiedzieć, że J ma do mnie wyjątkowe zaufanie (nie wiem, jak można być tak nieodpowiedzialnym!) LOL

kuchniaPojechałam oglądać dom w Sandhurst. W drodze na spotkanie agent zadzwonił i zapytał, czy chcę jeszcze jeden dom na tej samej ulicy zobaczyć w tym samym czasie, co było mi bardzo na rękę. Zajechałam przed pierwszy i niewiele myśląc zapukałam. Weszłam i doznałam deja vu… Zaraz, to przecież ten dom, który oglądaliśmy na Zoopla albo RightMove poprzedniego wieczora i stwierdziliśmy, że chcemy zobaczyć, co za tyle pieniędzy można kupić. Dom okazał się rewelacyjny: dopieszczony, dużo miejsca, z trzema lodówkami (podstawową, na wino plus na piwo), wielką sypialnią, dużym ogródkiem i study (pokojem do pracy). Bez garażu, ale z podjazdem na dwa samochody, więc nie byłoby problemu z parkowaniem. Jedynym mankamentem domu była jego cena…

Poszliśmy (ja z agentem nieruchomości, bo małż mój był we Włoszech) oglądać drugi dom i miałam wrażenie, że do jakiejś nory weszliśmy. Malutkie pokoje, ciemno, zagracone, bez drzwi do głównej sypialni… Długo by jeszcze wymieniać.

Ponoć nie powinno się kupować niczego pod wpływem emocji, a tym bardziej domu… Cóż, pożegnawszy się z agentem i sprawdziwszy, czy młody nadal chrapie na w foteliku – wysłałam 1-go kwietnia do małża mojego SMS treści:

„Have found the house, me thinks…”

Od tego momentu zrobiło się gorąco (przynajmniej mnie). Szybkie sprawdzenie ważnych parametrów, od lokalnej szkoły poczynając i niecałe pół godziny później dzwoniłam do agencji z ofertą. Podziwiam zaufanie J, który zdecydował się kupować prawie kota w worku nie obejrzawszy domu wcześniej(wiadomo, że co na zdjęciach, to nie zawsze w realu)…

Oferta poszła, agent wkrótce oddzwonił, z informacją, że nasza oferta została odrzucona i jeśli chcemy bawić się dalej, to musimy wysupłać parę złotych więcej.  Podnieśliśmy ofertę i zapanowała cisza… Przypuszczam, że agent z właścicielami chcieli poczekać, czy ktoś z zaplanowanych na kolejny dzień oglądających nie złoży lepszej oferty.

Kolejnego dnia rano… zadzwonił telefon i nie wierzyłam własnym uszom – oferta została przyjęta! Ponad 40K poniżej oryginalnej ceny wywoławczej. Albo mieliśmy dużo szczęścia, albo wielkiego pecha… Wszystko wyjdzie w praniu… A pranie, panie to chyba na najdłuższym cyklu (ale o tym w następnym poście).

HURRA! Kupiliśmy dom ‚subject to contract’ (w luźnym tłumaczeniu – ‚pod warunkiem uzgodnienia warunków umowy’).

 

One response to “lictyacja

  1. Hej, dopiero teraz zauważyłam ten post. Gratuluję!🙂 U nas minęło dokładnie 8 tygodni od złożenia oferty do przeprowadzenia się. Byłoby ok. 5 gdyby nasz kupujący się nie gramolił i niestety opóźnił cały proces. Trzymam kciuki by było jak najszybciej!!!🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s