dotarłam na basen

basen garnizonowy

Nareszcie, po miesięcznych przymiarkach, wymówkach, że kostium za mały albo za duży i kilku latach przerwy dotarłam z powrotem na lokalny basen garnizonowy. Po wyczerpującym emocjonalnie szkoleniu nad Loch Ness miałam dość i wzięłam sobie dziś pół dnia wolnego. O mały włos, a zaległabym tylko na kanapie z Ranczem na ekranie, ale kiedy sobie przypomniałam jak dyszałam, jak parowóz wchodząc we środę na niewielką górkę, to się zwlekłam i pojechałam na ten basen.

Czas się zacząć ruszać, żeby jako taką kondycję mieć i żeby jakoś to małe przyszło na świat… A kostium za duży, bo brzuch jeszcze za mały, żeby go wypełnić, ale co tam. Koniec z wymówkami.

Basen fajny, olimpijski, tylko się boję, że w normalnych godzinach po pracy będzie taki zapchany, że nie będzie się dało popływać spokojnie. W końcu się ten lokalny garnizon na coś przydał. Nie liczyłam dziś długości, ale 40 minut sobie żabką popływałam i jakoś od razu lepiej. Tylko trochę mocno chlorowana ta woda. Muszę koniecznie jakiś olejek lub krem ze sobą zabrać, bo potem skóra piecze. Szkoda, że zajęcia dla ciężarnych na basenie o 16:30. Kto normalny, pracujący o tej porze ma czas?

2 responses to “dotarłam na basen

  1. Bo oni mysla, ze wszystkie mamy to takie, co jak pracuja to tylko part time, 3 godzinki o poranku a reszta wolna. No i zeby tez stwierdzic rzeczywistosc – do 16:30 wiekszosc przyszlych mam jest juz po zajeciach w szkole sredniej.🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s