olimpijska super sobota

Co to był za dzień!

Zaczął się od nerwowej bieganiny i próby wyjścia z domu na czas. Gdyby to była dyscyplina olimpijska, to byśmy się nawet do przedbiegów nie zakwalifikowali. Oczywiście moja wina, no bo „...ja nie mam co na siebie włożyć!

Jak już się znalazło coś w pękającej w szwach szafie, to wszystko zaczęło iść iście śpiewająco. Pociąg do Londka Zdroju był stosunkowo niezapchany. Nasza Olimpic Travelcard okazała się jeszcze bardziej przydatna, niż się spodziewaliśmy, bo pokrywała podróż z przedmieść do Parku Olimpijskiego.

Olympic Travelcard

W kolejnym taktycznym posunięciu wybraliśmy trasę metra wiodącą przez mało wykorzystywaną linię Waterloo & City i tym samym błyskawicznie dotarliśmy do King’s Cross. Okazało się, że nasz hotel (Megaro) jest po drugiej stronie ulicy od stacji kolejowej, co było kolejną rewelacją. Ja nigdy tak do końca nie jestem przekonana z tymi mapami internetowymi. (Ostatnio, jak próbowałam znaleźć hotel niedaleko Paddington, to nawigacja Google uparcie twierdziła, że hotel jest na przeciwległym końcu ulicy, niż był faktycznie…).
Do hotelu dotarliśmy koło południa i tu kolejna przyjemna niespodzianka – pokój był już gotowy i mogliśmy się szybko odświeżyć, przed wyprawą do Parku Olimpijskiego.

Hotel Megaro

Kolejny etap przewidywał, że mamy ponad 2 godziny na dostanie się na czas do stadionu olimpijskiego, po tym, jak w piątek media donosiły o 1.5h kolejkach do pociągu Javelin i korakch na centralnej linii metra. Jak się okazało kolejek do Javelin nie było żadnych. Mieliśmy czas, żeby zapodać mrożonego Starbucksa i w Parku Olimpijskim zmaterializowaliśmy się o pierwszej z minutami, co było dużą, przyjemną niespodzianką i dało nam czas na pooglądanie ważniejszych obiektów olimpijskich i zakupy pamiątek.

Obiekty olimpijskie Potem przyszedł czas na tzw. corporate hospitality i dzięki pracy J podejmowani byliśmy szampanem i wykwintną kolacją, zanim wreszcie krótko przed 19-stą weszliśmy na stadion. Miejsca mieliśmy rewelacyjne – rząd szósty na wysokości startu biegów na setkę.

Atmosfera była fantastyczna i po trzech brytyjskich (Jessica Ennis, Greg Rutherford, Mo Farah) oraz jednym polskim (Tomasz Majewski) złocie aż kipieliśmy wrażeniami.

Polskie złoto olimpijskie w pchnięciu kulą - Tomasz Majewski

Takiej wrzawy i emocji, jak podczas finiszu biegu mężczyzn na 10,000 m, to jeszcze nigdy nie doświadczyłam. Ostatnia prosta była dramatyczna, a złoto od srebra dzieliły jedynie setne sekundy.

Ostatnia prosta

No i na koniec po sprawdzeniu wyników siatkówki okazało się, że wygraliśmy z Team GB 3-0, co było ukoronowaniem mojego wieczoru🙂.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s