śladami Sherlocka, tequili i steków

Działo się Panie wczoraj, oj działo się!

Ano się działo. Najpierw raniutko na pociąg, żeby zdążyć na wycieczkę śladami filmu Guy’a Ritchie i telewizyjnej serii BBC poświęconych Sherlockowi Holmesowi z Brit Movie Tours.

Miłośnicy Conan Doyla za dużo się o autorze nie dowiedzą, może poza obejrzeniem budynku, w któym autor pisał krótkie opowiadania i na któych zarabiał niesamowite pieniądze (£1000 za odcinek). Przewodniczka podaje za to sporo drobnych ciekawostek na temat samego Londynu, ulic i budynków na trasie wyciecki. Wycieczka trwa około 2 godzin i wiedzie spod bajecznej restauracji Criterion na Picadilly Circus do Somerset House, który okazał się ciekawym odkryciem. Na pewno wybierzemy się z powrotem, żeby skorzystać z bezpłatnej tury po tym okazałym budynku.

Trasa wycieczki zawadza o zachwycający dom towarowy Fortnum i Mason, pełną klimatu London Library i wiedzie przez wysadzaną ekskluzywnymi klubami dżentelmenów Pall Mall. Klubami do któych wstępu nie miały kobiety, aż do momentu, kiedy to premierem została kobieta – Margaret Thatcher. Zgodnie z tradycją premier mógł sobie wybrać członkostwo w jednym z klubów, a ów klub musiał go przyjąć do grona członków. Co okazało się nie lada problemem, kiedy premierem została kobieta. Z tej okazji Maggie dostała tytuł honorowego dżentelmena…

Po wycieczce poganliśmy do Paul’s na café au lait i wyborne francuskie wypieki (tartę rabarbarową i migdałową), ponieważ ganialiśmy za Sherlockiem o suchym pysku. Musiałam też dać odpocząć nogom, które katowałam butami na obcasach…

Pokrzepieni wybraliśmy się do Westminster Abbey, tylko po to, żeby pocałować klamkę 15 minut po zakmnięciu katedry. Wróciliśmy więc przez St. James’s Park do Fortnum & Mason, po drodze zawadzając o liczne sklepy krawiewcko-obuwnicze na Jermyn Street. Nota bene, następne prezenty gwiazdkowe będę kupować na tejże ulicy i w F&M.

This slideshow requires JavaScript.

Window shopping i chodznie po domu towarowym znowu dały się we znaki moim stopom i małżonek zaprosił mnie na „kremową herbatkę” – cream tea w kafejce Fortnum & Mason. Pięknie podana herbata w srebrnym dzbanku i scones z dżemem truskawkowym i clotted cream (bardzo gęsta śmietana zbierana z podgrzewanego mleka, popularna w południowo-zachodniej Anglii).  Jako, że miłośniczką herbaty nie jestem, to wybrałam świeżo wyciskany sok z jabłek i mimi strudle wiedeńskie (śliwkowy i gruszkowy).

Po tych atrakcjach była już prawie pora na spotkanie z Jimem i Jess, z którymi byliśmy umówieni na koktajle w barze Detroit i stek w Hawksmoore w Covent Garden.

Happy hour była krótka – ledwie starczyło czasu na dwa drinki – margaritę i rum punch. Potem krótki spacer i wkrótce delektowaliśmy się stekami z grubymi frytkami smażonymi w tłuszczu wołowym. Koniec dzieła wieńczył deser z kruchego ciastka z gorącym czekoladowym nadzieniem i słonymi lodami karmelowymi….

Po dniu pełnym atrakcji, do domu dotaliśmy po 23-ciej… To był wyjątkowo miły dzień i pogodę mieliśmy na zamówienie. Fotki wrzucę wkrótce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s