urodzinowy lunch

Restauracja Drake's

Copyright: Drake's Restaurant

W sercu malowniczej wioski Ripley w Surrey, w pięknie zachowanym gregoriańskim domu pod zegarem, schowany jest klejnot kulinarny. Otwarta w 2004 roku przez Serenę i Stevena Drake’ów restauracja szczyci się zasłużoną gwiazdką Michelina, trzema podwójnymi Rozetkami AA oraz poczesnym wpisem do Good Food Guide.

Mówi się „niebo w gębie”, ale rzadko to powiedzenie pasuje do doznań smakowych, tak doskonale,  jak w restauracji Drake’s.

Nad wyraz eleganckie wnętrze, ale bez zbędnej ostentacji, sprawia że gość czuje się tu niemal, jak we własnej jadalni w odświętny dzień.

Decydujemy się na menu lunchowe z lampką Syriah z Langwedocji. Krótko po złożeniu zamówienia na stole lądują apetizery z musu z kurzych wątróbek podane na lekkich jak puch waflach kminkowych. Chwilę później kelner częstuje nas kolekcją chleba własnego wypieku, na którą składają się lekka broiszka z papryką, chleb z rodzynkami i orzechami włoskimi i lekka bułeczka pszenna.

To dopiero początek popisu talentów kulinarnych szefa kuchni. Niebawem ląduje przed nami niespodzianka na kwadratowych szklanych spodkach, w niewielkich pucharkach  – pianka z rzeżuchy na wartswie budyniu z wędzonego węgorza morskiego z płynnym żółtkiem przepiórczego jajka. Feeria smaków jest wszechogarniająca.

Restauracja Drake w Ripley (wnętrze)

Copyright: Drake's Restaurant - interior

Ledwo mamy czas ochłonąć, kiedy na stole pojawiają się nasze przystawki. Moja cytrynowa sola z pierożkiem ravioli nadzianym młodym szczypiorem z dwoma kontrastującymi, pełnymi zaskakujących smaków musami z czarnego czosnku i trybuli jest doskonałym przykładem filozofii, jaką wyznaje szef kuchni – filozofii harmonii smaków.  Wieprzowina J w towarzystwie ananasa i sardeli rozpływa się w ustach.

Czas na danie główne. Z dwóch opcji obydwoje decydujemy się na kaczkę. Również tym razem wybór wydaje się nad wyraz trafny, zwłaszcza dla nas – miłośników confit de canard. Kaczka na dwa sposoby – pierś i confit z nogi z maślanym puree ziemniaczanym, cebulką w sosie z czerwonego wina, miniaturowymi, grillowanymi porami oraz cząstkami gruszki kąpanej w  lukrecji zachwycają raz jeszcze bogactwem smaków i aromatów. Pierś jest doskonale różowa z piękną chrupiącą skórką, a mięso z uda rozpływa się w ustach. Nuty czarnej porzeczki w winie doskonale się uzupełniają z kaczymi delicjami.

Siedzimy pogrążeni w błogiej rozkoszy kulinarnej modląc się w duchu by ten festiwal smaków nigdy się nie skończył. Na deser – ciasto marchewkowe z lodami kokosowymi, wiórkami z marchwi i galaretką limetkową. Galaretką, która jest czystą esencją cytrusowej świeżości ponownie doskonale rónoważonej przez słodycz kokosów, chrupkość wiórków i wilgotność ciasta.

Całości atmosfery dopełnia niemal niezauważalna, ale nad wyraz uważna i usłużna obsługa poczynając od maitre de, a na kelnerach kończąc.

Kończymy kawą, której niespodziewanie towarzyszą własnego wyrobu wykwintne czekoladki i galaretki. Tu nasze zdania są podzielone – ja upieram się przy szwarcwaldzkiej czekoladce z wiśnią, a J pieje z zachwytu nad galaretką.

Wychodzimy rozmarzeni zerkając po drodze na malowniczy, wypielęgnowany ogródek z rezerwacja na maj, na wizytę teściów.

Sto lat, kochany!

5 responses to “urodzinowy lunch

  1. Wyjątkowo przystępnie, zważywszy na gwiazdkę Michelina. Zresztą to był prezent dla męża, więc nie będę go tu podliczać🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s