sztuka proszenia

Jak widać – nie mam jej opanowanej. Spotkałam się dzisiaj z dawno nie widzianą koleżanką; jedną z niewielu osób, z którą utrzymuję kontakt z pierwszych dwóch lat pobytu na wyspie. Długo się zastanawiałam, czy prosić ją o poparcie mojego wniosku o obywatelstwo i zdecydowałam, że po tak dłguim niewidzeniu, nie będę wyskakiwać tak ni z gruszki, ni z pietruszki.

Spędziłam bardzo miłe popołudnie w wyludnionym City. Lamb koftas w All Bar One były okropne, ale towarzystwo rekompensowało niedociągnięcia kulinarne.

Miło było usłyszeć, że D jest zaręczona, że ślub w lipcu i że nareszcie jest szczęśliwa. Wyglądała zresztą kwitnąco. Na przemian opowiadałyśmy sobie o ostatnich miesiącach i miejmy nadzieję, uda nam się spotkać niebawem we czwórkę.

Co ciekawe D myślała, że chciałam się z nią spotkać, żeby podpytać o rady żywieniowe związane z płodnością i przyszła zaopatrzona w cały skoroszyt informacji i porad. Fak, próbujemy się rozmnożyć, ale wątpię, żeby jedzenie było tu czynnikiem dBarbican station Pictures, Images and Photosecydującym.

Lunch się skończył. Zajrzałyśmy do komfortowo pustego New Look i rozstałyśmy się pod Barbicanem.

Przyjdzie mi prosić mailowo. Nie chciałam, żeby myślała, że tylko po to się z nią spotkałam. Cieszę się, że niebawem zobaczymy się ponownie.

2 responses to “sztuka proszenia

  1. Całkowicie się z Tobą zgadzam! Zaczęłam wczoraj od pół kilo kiszonej. Oby tylko się nie przełożyło na skośne oczy od kwaśności😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s